piątek, 18 września 2020

Dobry Bóg, czyli wierni nie wiedzą w co wierzą - część I

 

Jedno z najbardziej manipulacyjnych haseł Kościoła katolickiego, brzmi: „Bóg jest dobry”. Słysząc hasło: „dobry Bóg”, „Bóg łaskawy”, „Bóg miłosierny”, „Bóg cię kocha” – pytam: Jaki Bóg? Który? O którym Bogu mowa? – Czy mówimy o biblijnym Bogu, domniemanym stwórcy ludzkości? Skąd wzięła się teza, że Bóg jest dobry? Jakie są podstawy do wypowiadania takiego sądu? (Przyjmując wszelkie, katolickie wierzenia...) Czy wystarczy twierdzenie, że skoro Bóg stworzył ludzi, to znaczy, że stworzył ich z miłości? Nie. Nie wystarczy. Takie twierdzenie jest bzdurą. Wcale nie muszę lubić tego, co sam stworzyłem, wręcz przeciwnie, mogę swój twór znienawidzić. Wyobraźmy sobie prosty przykład. Mogę stworzyć życie – począć dziecko. Pocznę to życie motywowany własną chęcią posiadania dziecka – zobaczenia jak to jest być ojcem. Czy sam ten fakt sprawia, że jestem/będę dobrym i kochającym ojcem? To, że, mówiąc kolokwialnie, zrobiłem sobie dziecko, nie implikuje z automatu tego, iż będę swoje dziecko obradzał troską, opieką i miłością. Jeśli ojcostwo mnie przerośnie, będę niedobry dla swojego dziecka i będę wyrządzał mu krzywdę, nie będę o nie dbał, to stanę się złym ojcem, niezależnie od samego aktu poczęcia tegoż dziecka czy też moich początkowych intencji.

 

Na początku ustalmy, w najprostszy możliwy sposób, co oznacza bycie dobrym. Nie ma w tym żadnej, wielkiej filozofii. Możemy dość prosto podzielić osobowość moralną na trzy typy: neutralna, zła oraz dobra. Oczywiście przyjmiemy pewne uśrednienie, uogólnienie, ponieważ nie ma ludzi całkowicie złych albo nieskazitelnie dobrych. Z jednej strony, nawet największy tyran musi mieć w sobie odrobinę empatii, chociażby w stosunku do osób sobie najbliższych. Z drugiej, potencjalnie nieskazitelnie dobry, mógłby być Bóg... ale czy taki jest? Przyjmijmy zatem, iż osoba, która nie wyrządza nikomu znaczącego zła, ale za razem nigdy nie wykazała się większym aktem niesienia pomocy, przejawem empatii, wsparcia, czy też bezinteresownego, pozytywnego zaangażowania w sprawy osób trzecich, opiszemy jako osobę neutralną moralnie. Podobnie można by potraktować osoby, które raz to niosą pomoc potrzebującym, raz wyrządzają jakieś szkody i zachowują się negatywnie.
Dobra osoba, to, uogólniając, taki człowiek, który ma pozytywny bilans wykreowanego w życiu, wymiernego dobra. Krótko mówiąc, zrobił w życiu więcej dobrego, niż złego. Analogicznie będzie z osobą złą i chyba nie wymaga to specjalnego rozwinięcia. (To oczywiście spore uproszczenie tematu, ale myślę, że na tym etapie - jak i na etapie Biblii, jest adekwatne do głównego clue rozważania). 
 
Bóg stworzył ponoć człowieka na swój obraz i podobieństwo, zatem mierzymy go ludzką skalą i miarą. Z resztą, jakąż inną miarą mielibyśmy mierzyć Boga? Wolno nam oceniać Boga, Kościół robi to, określając go, między innymi, przymiotnikiem „dobry”, czy "łaskawy". Jednak, żeby móc określić moralną osobowość Boga, trzeba dokonać wartościowania boskich działań. Kościół, mówiąc Bóg, odnosi się do Boga biblijnego. Biblia jest zapisem poczyń Boga, którego głosi Kościół, i którego nazywa dobrym i miłosiernym. Dlaczego zatem Kościół kłamie wiernym prosto w twarz? Mało tego – Kościół cynicznie drwi z intelektu swoich wiernych, mając świadomość, że większość z nich (wg statystyk: ponad 90%) nigdy nie przeczytało całej Biblii.
 
Dlaczego twierdzę, że Kościół kłamie i oszukuje? Przecież księża i biskupi doskonale znają Biblię i wiedzą jakiego Boga opisuje Biblia. Bóg, którego głosi Biblia nie jest dobry. Żeby można było go tak określić, Bóg musiałby zrobić wiele dobrych rzeczy. Wybudowanie studni w afrykańskiej wiosce, to coś dobrego, spalenie tej wioski, jest aktem zła. Otóż Bóg nie robi w Biblii niczego dobrego, pozytywnego, nie przejawia żadnego znaczącego dobra nie tylko względem ludzi, ale także względem zwierząt i całego świata. Podczas pisania mojej książki i analizy treści biblijnych, próbowałem, wręcz na siłę, doszukać się jakichś istotnych aktów/przejawów dobra i miłosierdzia bożego, jednak niczego takiego nie znalazłem. Jego "dobro" sprowadza się jedynie do nagradzania, od czasu do czasu, swoich protegowanych, a całe miłosierdzie, to ocalanie nielicznych wybrańców, skazując przy tym na zagładę tysiące innych ludzkich istnień. Jak zatem można nazwać go dobrym? 

Teraz jakiś ksiądz mógłby zastawić się swoją tarczą z inicjałami "J. Ch." i powiedzieć: „…ale przecież Jezus Chrystus…” – Hola, hola! Nie tak szybko! Nie mówimy tutaj o Jezusie z Nazaretu, tylko o biblijnym Bogu – domniemanym stwórcy świata. Analizujemy zdarzenia głęboko sprzed czasów Jezusa, a manipulacyjnym, rzymskim fortelem hipostazy zajmę się przy innej okazji (i obiecuję, że nie zapomnę). 
Jeżeli biblijny Bóg, nie czynił dobra, to nie można go nazwać dobrym Bogiem i tyle w temacie. Każdy kto przeczyta Biblię zobaczy, że na jej podstawie nie można nazwać Boga dobrym, miłosiernym czy kochającym, tak samo jak nie można nazwać odważnym kogoś, kto nigdy nie wykazał się jakąkolwiek odwagą. Biblia zaprzecza idei dobrego Boga. „Dobry Bóg” to oksymoron – taki "twór" po prostu nie istnieje.
 
Problem sięga jednak głębiej. Bóg nie tylko nie jest i nie może zostać nazwany dobrym, Bóg nie może również zostać nazwany neutralnym. Bóg nie jest ani bezstronnym obserwatorem, ani istotą, która, na przykład, równoważy swoje kary i nagrody. Nie ma też zatem mowy o Bogu sprawiedliwym. Biblijny Bóg jest po prostu zły! Zły – i to zły do szpiku kości. Na jednej szali, zamiast dobra, mamy: brak empatii, niezrozumienie, arogancję i ignorancję; na drugiej zaś: nieuzasadniony gniew, agresję, niszczycielską siłę oraz niezliczone zbrodnie. Ciekawym jest również fakt, iż Bóg wcale nie pragnie "nawracać" innowierców, nie pragnie ich edukować i zmieniać ich postępowanie na lepsze - bardziej moralne; pragnie ich jedynie wyniszczać, mordować i grabić. To coś w stylu: kara śmierci dla każdego dziecka, które nie będzie słuchało pani nauczycielki. Oczywiście Bóg nie ma najmniejszego problemu z zabijaniem dzieci i czyni to z niewyszukaną satysfakcją, przez całą Biblię. 
 
Bóg jest: socjopatą, psychopatą, zbrodniarzem, gwałcicielem, dzieciobójcą, homofonem, sadystą, szowinistą – wręcz mizoginem, niszczycielem, złodziejem, oszustem, kłamcą, tyranem, terrorystą, zwolennikiem poniżenia i niewolnictwa, i tak dalej, i tak dalej...
 
Ukazuję te niezaprzeczalne fakty w swojej antyBiblii, jednak wcale nie muszę tego robić… Każdego, kogo powyższy opis Boga zszokował choćby w najmniejszym stopniu, odsyłam do innej pozycji książkowej, która potwierdza te słowa. Jest bardzo obszerna, ale zdecydowanie warto ją przeczytać. Nie znam wprawdzie nazwiska autora, ale znam jej tytuł, a brzmi on: Biblia. Każdy, kto uważa siebie za katolika czy chrześcijanina, a nie przeczytał CAŁEJ Biblii, wpadł w pułapkę zastawioną na ludzi przez Kościół. Książka, którą napisałem - antyBiblia, pomaga wydostać się z tej pułapki, z tego religijnego Matrixa. Oczywiście każdy sam zdecyduje, czy będzie chciał, lub też miał odwagę ją przeczytać. Mam nadzieję, że moja antyBiblia zmniejszy liczbę bezkrytycznych i nieświadomych wiernych, których Kościół katolicki traktuje, dość dosłownie, jak swoje owce.
 
Ziemia obiecana – czyżby?
Na koniec przykład słynnego wyjścia z Egiptu, czy też, jak głosi Biblia – wyprowadzenia z niewoli egipskiej. „Ja jestem Pan Bóg twój, który cię wywiódł silną ręką z ziemi egipskiej…” głoszą słowa pierwszego przykazania. Słodko, słodko… tylko co w tym dobrego…
Pomijając fakt historyczny, mówiący o tym, że Żydzi nigdy nie byli niewolnikami w Egipcie, rzućmy okiem na cały ten, biblijny precedens.
Zanim powiemy o uwalnianiu z niewoli egipskiej, zadajmy sobie pytanie, skąd według Biblii, Żydzi w ogóle znaleźli się w Egipcie? Otóż Biblia stwierdza, iż Józef sprowadził swój lud z terenów obecnej Palestyny do Egiptu, z powodu – uwaga: głodu, który panował na ziemiach Izraelitów. Jak to? Toż wszechmogący Bóg nie był w stanie zapewnić niezbędnego minimum do przeżycia swojego narodu wybranego i ten musiał ratować się, chroniąc pod skrzydłami faraona? To nie wystarczyły ofiary i modlitwy? Faraon dał radę wyżywić tych, których nie zdołał wyżywić Bóg? Ups… I kto tutaj jest miłosierny? Bóg, który głodem wygnał Żydów z ich domów, czy faraon, który przygarnął i ocalił od śmierci głodowej obcy lud? 
Bóg „silną ręką” wywiódł Izraelitów spod władzy ich wybawiciela?? Izraelici – o czym sami w Biblii piszą – mieli lepsze życie w Egipcie, niż piekło, które stworzył im Bóg, zabierając ich stamtąd na pustynne bezdroża. 

Aby wyprowadzić Izraelitów z Egiptu, Bóg okazał całą swoją nienawiść ludziom... konkretnie Egipcjanom (którzy przecież też są ludźmi). spustoszył ich kraj, dotykając okrutnymi plagami i mordując ich dzieci, a Żydów wyniszczył i wyzabijał fundując im 40-letnią katorgę po pustyni. Cała ta legenda, to absurdalna historia Bożej nienawiści do człowieka. W konsekwencji nawet Mojżesz nie dotarł do wspaniałej, obiecanej krainy, która… po pierwsze była zaledwie terenem, z którego Żydzi niegdyś uciekli przed głodem; po drugie wcale nie była wyjątkowa, obfita, żyzna i piękna; a po trzecie, trzeba było dopiero o nią powalczyć. Okazało się, że owa ziemia obiecana, była już zamieszkała i Żydzi zostali zmuszeni aby ją podbijać, wyrywając ją z rąk jej mieszkańców. I tak zaczęło się zabijanie w imię Boga. 

Ja też mogę dać Ci, na przykład Lwów. Zaprowadzę Cię tam, a jak go tylko podbijesz i wymordujesz mieszkańców, to cały Lwów będzie Twój – obiecuję. 
W całej tej opowieści nie dzieje się nic dobrego – widzimy jedynie Boską niesprawiedliwość i agresję, Boskie niezrozumienie i brak empatii, barbarzyństwo i frustrację. Zamiast morza miłosierdzia, widzimy Morze Czerwone – czerwone od krwi... Od krwi ludzi, którzy po prostu chcieli być szczęśliwi. 

W kolejnym poscie, zajmę się kwestią "dobrego Boga" w oderwaniu od tekstów biblijnych, czyli bardziej uniwersalnie. Coś w stylu ogólnej teorii względności ;) 

Pozdrawiam i zapraszam, 
Keith.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz