Wykorzystując całą, dostępną mi wiedzę, muszę stwierdzić, że świat najprawdopodobniej stworzył wielki i znany nam dobrze czarnoksiężnik o imieniu Gargamel, a dowodem na ten fakt, jest film rysunkowy o nazwie Smerfy. Brzmi absurdalnie, a wręcz idiotycznie? Zapewniam, że tylko odrobinę bardziej absurdalnie niż stwierdzenie, iż świat stworzył starotestamentowy Bóg, a dowodem na to, jest starożytna księga, zwana Biblią. Opis świata Gargamela jest łudząco podobny do opisu świata, który rzekomo stworzył biblijny Bóg. Mamy zamek Gargamela, wioskę Smerfów, nieco peryferii wokół… i to by było na tyle – z Biblią jest podobnie.
W biblijnej Księdze Rodzaju, już na
samym początku, znajdujemy opis stworzenia świata przez jakiegoś Boga (którego
poznajemy nieco później)… no i zaczynają się schody.
„Na początku Bóg stworzył niebo i
ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią
bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się
stanie światłość !» I stała się światłość.” - Te słowa rozpoczynają wielką,
starożytną księgę o nazwie Biblia. Ziemia powstaje jako pierwszy obiekt we… no
właśnie, w czym? W Biblii nie
ma mowy o tym, że ów Bóg stworzył Wszechświat, jakiekolwiek inne planety, czy galaktyki - w ogóle nie istnieją tam takie pojęcia, być
może stworzył je jakiś inny Bóg, albo Bogowie. Co ciekawe, powyższy cytat
sugeruje, że Ziemia powstała przed Słońcem, a cały dalszy opis stworzenia
przypomina opowiadanie kilkulatka o tym, co widzi jak wyjdzie z domu i rozejrzy
się dookoła. To wszystko, to jednak fraszka. To, na co warto zwrócić uwagę, to
opis samej Ziemi, który staje się punktem wyjścia do analizy tego, jaki świat
stworzył Bóg. Ziemia, jako pustkowie oblane bezkresem wód. Opis ten
potwierdzają wszystkie pozostałe teksty Starego Testamentu (z wyjątkiem Ksiąg
Machabejskich, dopisanych w późniejszym czasie przez Rzymian). Do czego
zmierzam? Otóż zmierzam do biblijnego faktu, który mówi nam o tym, że świat
stworzony przez Boga, jest jedynie jego prywatną piaskownicą i ma niewiele
wspólnego ze światem, który znamy dziś.
Przypowieść o sędziwym podróżniku
Wyobraźmy sobie, że spotykamy pewnego
sędziwego podróżnika, który chwali się nam, że zwiedził już cały świat.
Opowiada, że odwiedził wszystkie państwa, a nawet
bywał w miejscach, w których nigdy nie stanęła ludzka stopa. Z zachwytem
słuchamy szczegółowych opowieści podróżowania po malowniczych zakątkach
Skandynawii, Hiszpanii, Portugalii, Turcji. W pewnym momencie ktoś z ciekawości
zadaje mu pytanie: A jak wygląda życie plemion indiańskich w boliwijskiej
dżungli? I tutaj, ku naszemu zdziwieniu dowiadujemy się, że nasz wielki
globtroter nigdy nie był w Boliwii. Nie był także w Chile, Argentynie, Meksyku,
czy w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że mówiąc, iż zwiedził cały świat,
miał na myśli całą Europę, północną Afrykę oraz Azję Mniejszą. Hmm… w takim
razie, jeszcze trochę brakuje do „całego świata”. Przed naszym podróżnikiem
zatem mnóstwo fascynujących miejsc do zwiedzenia, tylko czy starczy mu na to czasu…
Co wspólnego ma owa przypowieść o sędziwym podróżniku z Biblią, Bogiem i stworzeniem
świata? Bardzo wiele. Otóż okazuje się, że nasz podróżnik, i tak
zwiedził więcej świata, niż stworzył biblijny Bóg. Bóg nigdy nie „dotarł” do
ziem współczesnej Hiszpanii, czy Skandynawii. Stworzony przez niego świat to
Azja Mniejsza, powiększona o fragment Europy i drobny wycinek
północno-wschodniej Afryki - oto "cały świat" Pana Boga. I aż chciałoby się
skwitować to słowem: Amen. Bóg nie ma bladego pojęcia o istnieniu czegokolwiek
więcej, a dowodem na to jest… cała Biblia. Jego świat, od zachodu oblewają
bezkresne wody, a od południa otaczają nieprzebyte pustynie i pustkowia, które
najpewniej również prowadzą do bezkresnych wód. Trudno to będzie jednak Bogu
stwierdzić, ponieważ żaden wielbłąd nie raczył zabrać Pana Boga tak daleko,
aby sam mógł się przekonać o tym, co stworzył. Bóg nie dotarł swoją wiedzą i
świadomością nawet do połowy afrykańskiego kontynentu. Czy można to udowodnić?
Oczywiście.
Zagadka
Spróbujcie rozwiązać biblijną zagadkę
Trumana. Otóż Bóg pokusił się w Biblii na osobisty, epicki opis pewnego
zwierzęcia. Zgadnijmy, o jakim zwierzęciu mówi nam sam Bóg – stwórca całego świata
i wszelkich istnień na Ziemi?
Księga Hioba: „…już sam jego widok
przeraża […] Któż mu wystąpi naprzeciw? Kto się odważy go dotknąć bezkarnie? -
Nikt zgoła pod całym niebem […] Głosu jego nie zdołam przemilczeć, o sile wiem –
niezrównana […] Niezwyciężony. Gdy wstaje, mocni drżą ze strachu i przerażeni
tracą przytomność. Bo cięcie mieczem bez skutku, jak dzida, strzała czy
oszczep. Dla niego żelazo - to plewy, brąz - niby drzewo zbutwiałe. Nie płoszy
go strzała z łuku, kamień z procy jest źdźbłem dla niego. Dla niego źdźbłem
maczuga, śmieje się z dzidy lecącej. […] Niezrównany. Nie ma mu równego na
ziemi, uczyniono go nieustraszonym: Każde mocne zwierzę się lęka jego, króla
wszystkich stworzeń.”
Czy wiemy o jakim zwierzęciu mowa? Przyznaję,
że dokonałem tutaj zabiegu użycia pewnej, klasycznej techniki manipulacji, którą notorycznie
stosuje Kościół katolicki w interpretacji Biblii, a mianowicie dokonałem
selektywizacji tekstu (o technikach manipulacji oraz samej selektywizacji
napiszę w osobnym wpisie). Pomimo uwzględnienia powyższego, mamy tutaj do
czynienia z opisem zwierzęcia, które sam Bóg uznał za najpotężniejsze, niezwyciężone
i, zacytujmy raz jeszcze: „nie ma mu równego na ziemi”. Czy zgodzimy się, iż owym
zwierzęciem powinien być słoń? Myślę, że powinien… i byłby, gdyby tylko Bóg –
stwórca, wiedział o jego istnieniu. Słonie zamieszkują afrykańskie sawanny, a to
już zbyt daleko na południe i świat, który stworzył biblijny Bóg, po prostu tam
nie sięga. Jego zasięg kończy się na północnej części Egiptu, zatem… No tak, w
takiej sytuacji najpotężniejszym, zdaniem Boga, zwierzęciem jest… krokodyl – i to
o nim mowa w przytoczonym opisie.
Ponoć Bóg ulepił z gliny wszystkie zwierzęta… o niektórych najwyraźniej
zapomniał i musiał je ulepić z gliny ktoś inny. Niestety nie wiemy kto ;)
Zobaczmy w jak kuriozalnej sytuacji się znaleźliśmy: Oto w Piśmie Świętym
mamy okazję przeczytać słowa samego Boga i stwórcy świata. Bóg pragnie zaimponować
(o ironio)… człowiekowi i opisuje mu potęgę, najbardziej majestatycznego spośród
wszystkich swoich stworzeń, nazywając go
niezrównanym. Przy słoniach, lwach, tygrysach, niedźwiedziach – krokodyl mocno
traci na swojej majestatyczności. W konsekwencji Bóg obnaża własną
nieświadomość istniejących gatunków zwierząt, nieznajomość geografii, a przy
okazji – niedojrzałość emocjonalną.
Gdzie leży główny
problem?
Stwierdzenie z początku Księgi Rodzaju - jakoby to Bóg stworzył cały świat, nie pasuje do
opisu świata, z którym mamy do czynienia od drugiego, aż do ostatniego
rozdziału Biblii. Jeżeli rzeczywiście świat stworzył jakiś Bóg, to z całą
pewnością nie był to biblijny Bóg Jahwe. Bóg Jahwe za każdym razem podkreśla,
że jest Bogiem Izraelitów i tylko Izraelitów. Biblijnego Boga interesują
wyłącznie Żydzi i ich ziemie, tak jak Gargamela interesują wyłącznie Smerfy i
ich wioska, przy czym ten pierwszy traktuje swoich "wybrańców" znacznie okrutniej.
Skąd zatem pomysł, żeby lokalnego Boga Semitów nazywać Panem i Stwórcą
całej ludzkości? Odpowiedź: Od starożytnych Rzymian, którzy ukradli Żydom judaizm i
wcielili go, jako fundament, pod stworzoną przez siebie religię polityczną (antyBiblia
szczegółowo wyjaśnia tą kwestię). To religia rzymskokatolicka rozpowszechniła
mit o biblijnym Bogu, jako stwórcy świata… a dziś wypadało by rzec –
Wszechświata. Kłamstwo powtarzane od wieków, zaadoptowało się w naszych
umysłach, w szufladce z napisem: „prawda”. To nie biblijny Bóg stworzył świat,
zwierzęta i ludzi, to ludzie stworzyli biblijnego Boga.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz