Czy może istnieć i czym ewentualnie jest, klucz do
Biblii?
Klucz do Biblii istnieje i jest nim pewien „element”, który umożliwia
poprawną, właściwą interpretację tekstów biblijnych.
Hola, hola! Czyżby autor
właśnie zasugerował, że powszechnie uznana, uogólniona i głoszona przez Kościół
interpretacja Biblii jest niepoprawna i niewłaściwa? – Dokładnie tak.
Czy tym samym, autor tego posta sugeruje, że Kościół się myli? – Absolutnie nie.
Kościół się nie myli, Kościół po prostu okłamuje swoich wiernych, celowo narzucając
im błędną interpretację Pisma, które sam uznał za święte. Tę interpretację, nazywam interpretacją
polityczną – realizuje ona bowiem cele Kościoła oraz broni jego interesów, nie
dbając przy tym o kondycję swoich wiernych.
Kościół doskonale wie, jaki jest klucz do
Biblii i jaka, w związku z tym, jest prawda jej przekazu. W tym poście dokonam
zdemaskowania – obnażenia klucza do czytania i interpretacji Biblii.
Klucz, do Biblii – do zrozumienia tekstów
biblijnych, zdefiniowany jest jednym, prostym słowem. Kluczem do Biblii jest
słowo: CEL. W jakim celu powstała Biblia?
Ten klucz weryfikuje fakt mówiący o tym, kto rzeczywiście jest
autorem Biblii. Odpowiada na pytanie: Czy Biblia jest natchnionym dziełem Boga,
czy jednak zmyślnym i inteligentnym dziełem człowieka?
Otóż jakiekolwiek nie byłoby autorstwo Biblii, temu, kto stał/stoi za jej
stworzeniem musiał przyświecać jakiś konkretny cel (względnie grupa celów). Nie
ma żadnej możliwości, aby jakakolwiek myśl spisana w jakiejkolwiek księdze,
powstała w sposób pozbawiony celu.
Każda rozumna, inteligentna istota, każde swoje
działanie podporządkowuje jakiemuś celowi. Nic nie dzieje się bez celu i nikt,
ani nic, nie działa bezcelowo. Cel może być nieuświadomiony, ale zawsze to nim
właśnie kierujemy się podejmując jakiekolwiek działanie.
Zwierzę ryzykuje życiem i traci sporo energii
na zdobycie pożywienia, i bez względu na to, czy robi to świadomie, czy
instynktownie – celem tego działania jest zaspokojenie głodu i w konsekwencji:
przeżycie. Dziecko, które pozornie bezsensownie, rozsypie cukier po podłodze,
czyni to z ciekawości i w celu (nawet jeśli tylko podświadomie) poznawczym i
naukowym. Właśnie empirycznie dowiaduje się, na przykład o tym, jak zachowują
się materiały sypkie i jak działa grawitacja.
Ktokolwiek napisał Biblię, zrobił to w
określonym celu. Ten cel jest kluczem do czytania i zrozumienia istoty Biblii. Ten
klucz pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, czym jest Biblia i po co powstała –
jaki jest cel jej stworzenia?
Przyjmijmy, że potężny Bóg stworzył cały świat
(Wszechświat) oraz wszystkich ludzi na Ziemi. Kim w takim wypadku jest
człowiek? Człowiek jest tutaj kimś w rodzaju robota ze sztuczną inteligencją,
który został ukształtowany przez swojego Twórcę, otrzymał „instrument”
umożliwiający inteligentny rozwój oraz pakiet sztucznej inteligencji, którą
może posługiwać się niezależnie od swojego Twórcy. Ów sztuczną inteligencję,
możemy nazwać wolną wolą.
Czym w takim wypadku byłaby Biblia? Jeśli powstałaby
z inicjatywy i za sprawą Boga – Twórcy, to byłaby czymś w rodzaju instrukcji obsługi
– instrukcji tego, jak ludzie mają korzystać z wolnej woli, którą otrzymali. W
konsekwencji owa wolna wola zostałaby „zaprogramowana” zgodnie z instrukcjami
Twórcy, przez co: ograniczona. Po co dawać wolną wolę, a później próbować
ograniczać ją jakimś zestawem instrukcji? Czy taki zestaw instrukcji miałby
naprawiać błędy Twórcy? Czy to coś w rodzaju „upgrade’u” – łatki do programu
inteligencji?
Zauważmy, że owa instrukcja nie jest w ogóle
potrzebna. Instrukcja ta – Biblia nie została przekazana ludziom – w rozumieniu
całego gatunku ludzkiego – została ona przekazana jedynie bardzo wąskiej grupie
ludzi – około 1% globalnego społeczeństwa. Mowa tutaj, oczywiście o czasach Starego
Testamentu i tzw. narodzie wybranym. Mało tego. Owa uprzywilejowana przez Boga
grupa (co samo w sobie nie ma sensu) w ogóle nie potrzebowała Biblii. Cel
stworzenia jej zatem przez Boga jest absurdalny. – Stop! Ktoś powie, dlaczego
Biblia nie była potrzebna Izraelitom? To oczywiste, ale odpowiem: Otóż cała
ludzkość, to jest jakieś pozostałe 99%, poradziło sobie bez Biblii nie gorzej
niż Izraelici, czego dowodem są czasy obecne. Od mniej więcej 2000 roku przed
naszą erą, do co najmniej 380 roku naszej ery, praktycznie nikt poza Żydami nie
wie o istnieniu Biblii, a nawet Boga Jahwe. Nie wiedzą o tym mieszkańcy Europy,
Azji, Afryki, Australii oraz obu kontynentów amerykańskich. To chyba najdoskonalszy dowód na to, że Biblia
nie jest człowiekowi potrzebna. (Ktoś powie, że jest potrzebna do zbawiania –
to akurat bzdura, a zarazem odrębny temat, którym również się zajmę, w którymś
z moich postów).
Jaki z tego wniosek? Bóg nie miałby żadnego
celu, aby naprawiać swoje niedoskonałe dzieło, jakie stworzył i jakim jest
człowiek, używając do tego spisywania jakichś cudownych instrukcji naprawczych
w postaci świętej księgi. Dlaczego Bóg miałby skupić się na dostarczeniu tak
ważnych informacji jedynie 1% swojego dzieła? I znów… Mało tego – ta księga po
prostu nie działa – nie powoduje, że po jej przeczytaniu, człowiek przestaje
popełniać błędy. Innymi słowy: Co zyskuje Bóg tworząc Biblię? Posłuszeństwo i wiarę
w niego – może i tak, ale tylko u 1% ludzkości, zatem bzdura. Ja napisałem
swoją książkę po to, aby dotarła na wszystkie kontynenty, a nie zaledwie do
grupy wybranych osób. Dlaczego tego chcę? Ponieważ uważam, że moja książka jest
ważna. Jeśli Bóg uważałby tak samo, to nie ograniczyłby się jedynie do jednego
narodu.
Ktoś powie: Ale dziś Biblię zna ponad 2 miliardy ludzi na całym świecie.
Odpowiadam, tak ale to za sprawą potęgi cesarstwa rzymskiego, a nie Boga – jak zatem
wygląda Bóg w konfrontacji z cesarzem Rzymu? Gdyby Rzymianie nie ukradli Żydom
Biblii i nie włączyli jej we własną religię polityczną, w Boga Jahwe wierzyliby
jedynie Żydzi. Żydzi nie dostali misji krzewienia swojej religii na całym
świecie – zatem Bóg stworzyłby Biblię tylko po to, aby uwierzyło w niego 1%
ludzkości. Dodatkowy kij do mrowiska, to fakt, że nawet dziś, w Biblię nie
wierzy ponad 70% ludności naszego globu – i nigdy w nią nie uwierzy. Wierzysz w
Biblię? Z jednej strony to czysty przypadek, z drugiej zaś: Witaj wśród mniejszości
religijnych.
Bóg nie miał żadnego celu, aby przyczynić się
do napisania jakichś pism, czy ksiąg – zwłaszcza, że, jak widać, nie miał mocy
dotarcia z owymi księgami do ludzi. I tyle w temacie.
Jaki cel mógłby mieć człowiek, aby stworzyć księgę i uznać ją – ogłosić ją świętą księgą? Mógłby mieć nie jeden, a niezliczoną ilość celów i, wynikających z ich realizacji, wymiernych korzyści. Jeżeli spiszę teksty, ponieważ, w odróżnieniu od 90% obecnej w moich czasach społeczności, potrafię pisać i czytać, i ogłoszę, że owe teksty pochodzą od Boga, to po prostu stanę się Bogiem. Będę głosem Boga na Ziemi, a wszystko co spiszę i wygłoszę stanie się święte – boskie. Zgadza się – pismo było kiedyś święte. Nikt spośród 90% analfabetów nie miał szans udowodnić, że słowa, które czytam, nie są dziełem Boga. Zyskałbym w ten sposób, boskie przymioty, nieograniczona i niepodważalną – totalitarną wręcz władzę nad społeczeństwem. Mógłbym, za pomocą owych „świętych tekstów”, sterować masami ludzkimi w dowolny sposób, na przykład kierując je na rozmaite wojny – czerpiąc łupy wojenne i niewolników, bez jakiegokolwiek personalnego ryzyka.
Biblia jest potrzebna i służy wąskiej grupie
ludzi. Nie jest jednak potrzebna i nie służy w niczym Bogu, a także całej ludzkości.
Jak już wspomniałem, ludzkość doskonale radzi sobie bez Biblii. Bóg – jeśli tylko
istnieje – doskonale poradzi sobie bez Biblii; za to religia, bez swojej świętej księgi,
traci władzę nad światem i podstawę do bezkresnego bogacenia się.
Zupełnie inaczej czyta się Biblię, mając
świadomość, że to ludzie (kapłani, prorocy), a nie Bóg, mieli interes w
stworzeniu Pisma, które to sami uznali za święte. Amen ;)
Do zobaczenia w kolejnym poście,
Keith.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz